Accuphase P-4500 i C-2150

by Dawid Grzyb / May 26, 2019

W przeszłości miałem już do czynienia z elektroniką z japońskim rodowodem, praktycznie za każdym razem była to prawdziwa uczta dla oczu i uszu. Dlatego też gdy pojawiła się możliwość przetestowania duetu Accuphase P-4500 i C-2150, odpowiedź mogła być tylko jedna. Smacznego!

Wstęp

Firma Accuphase debiutuje na łamach niniejszego portalu, stąd pozornie jest o czym pisać i wydawać by się mogło, że pierwszy rozdział tej historii nie powinien stanowić dla mnie najmniejszego wyzwania. Cóż, teoria swoje, a praktyka swoje. Wypada wspomnieć, że japońska manufaktura w naszym kraju jest bardzo dobrze znana, szanowana i lubiana, a entuzjaści ciężkiego kalibru stawiają ją na piedestale obok McIntosha, Marka Levinsona, Pass Labs czy innych tuzów, od lat wyjątkowo skutecznie dziurawiących ich portfele. Rzecz w tym, że o Accuphase napisano już tyle, że ciężko wzbić się na wyżyny oryginalności. Tu jest pies pogrzebany.Choćbym nie wiem jak się starał, nie napiszę niczego, czym udałoby mi się grono wspomniane powyżej zaskoczyć, ale niech będzie, dla świętego spokoju spróbujmy. Accuphase Laboratory, Inc. założona w 1972 roku przez Jiro Kasugę, wcześniej na liście płac Kenwooda? Banał, wiedza z Wikipedii. Firma na początku znana jako Kensonic? Kolejny truizm, podobnie listowanie początkowej lokacji w Tokio czy przeprowadzki do Jokohamy rok później. Wyjaśnianie skąd się wzięła nazwa tej japońskiej operacji? Też było. I weź tu bądź mądry, zabłyśnij czymś. No nie da się, nie w przypadku legendarnego przecież Accuphase’a. Pozostaje mi salwować się prywatą, poniekąd powiązaną z tym producentem.Co prawda w jednym z opublikowanych materiałów już o tym wspominałem, ale dla porządku napiszę raz jeszcze, że przez lata zajmowałem się wyłącznie sprzętem słuchawkowym i przenośnym. Nie widziałem świata poza nim i nic nie zapowiadało zmiany, oczywiście do czasu. Punkt zwrotny nastąpił w 2013 roku, podczas lokalnej wystawy Audio Show. W hotelu Radisson Blu Sobieski trafiłem do pokoju przygotowanego przez pracowników firmy Nautilus. W telegraficznym skrócie, dźwięk tam zastany wywarł na mnie na tyle duże wrażenie, że w trybie niemalże natychmiastowym postanowiłem zainteresować się stacjonarną elektroniką grającą i w tym zainteresowaniu nieustannie trwam, choć od kilku lat to nie tylko hobby, ale też normalna praca.Dalej lubię słuchawki i wszystko, co z nimi związane. Niemniej, od wizyty w pamiętnym pomieszczeniu wspomnianym powyżej nawet raz nie obejrzałem się za siebie. To właśnie tam po raz pierwszy miałem styczność z urządzeniami Accuphase’a, miały więc częściowy wpływ na to, że jestem tu, gdzie jestem i robię to, co robię. Gdyby wówczas ktoś mi powiedział, że kilka wiosen później pisanie o produktach tego typu to będzie mój chleb powszedni i sposób na życie, pewnie bym się roześmiał i przecierał oczy ze zdumienia, a tu proszę. W majestacie tego wszystkiego wypada przyznać się, że niniejszy materiał to dla mnie też po części sprawa personalna. Przed Wami końcówka mocy Accuphase P-4500 i przedwzmacniacz C-2150. Smacznego.

Accuphase P-4500

Obydwa produkty dostarczono w podwójnych kartonowych pudłach, uprzednio zawinięte w materiałowe wdzianka i umieszczone pomiędzy piankowymi formami. Jakość opakowania jest bez zarzutu i nie ma o czym pisać, co innego zawartość. Debiutująca w moim pomieszczeniu odsłuchowym elektronika Accuphase’a z bliska robi nieporównywalnie większe wrażenie niż widziana na zdjęciach w sieci czy z daleka podczas wystawowych prezentacji. Prawdę napisawszy to nie ma startu i to już jest powód do dalszego zgłębienia tematu.Accuphase P-4500 to stereofoniczna, w pełni zbalansowana końcówka mocy pracująca w klasie AB. Mierzy (wys. x szer. x gł.) 190 x 465 x 427 mm, a jej masa to 29,2 kilograma. Jest to produkt duży i ciężki, choć do ogarnięcia w pojedynkę. Moc wyjściowa to 90/180/360 i 500 W przy obciążeniu odpowiednio 8/4/2 i 1 Ω. Należy ją pomnożyć razy dwa, jeżeli ktoś zdecyduje się na wykorzystanie P-4500 w roli monobloku, da się. Produkt w spoczynku bierze 62 W, jego współczynnik tłumienia to 700, a A-ważony odstęp sygnał/szum przy najmocniejszym wzmocnieniu wynosi 121dB. Dalej mamy THD 0,02% przy 4-16 Ω, impedancję wejściową dla przyłączy XLR i RCA odpowiednio 40 i 20 kΩ, a listę zamyka czułość wejściowa na poziomie 1,07 V.Front P-4500 to standard Accuphase’a. Masywna aluminiowa sztaba w szampańskim kolorze gości dużą, ładnie podświetloną szybę, za którą zamontowano typowe dla tej firmy analogowe wskaźniki wychyłowe z przyległościami, wszystko podane w pomarańczowym kolorze. Cyjanowe logo pomiędzy nimi sąsiaduje z czerwonym paskiem sygnalizującym gotowość urządzenia, natomiast cztery kropki poniżej dają zwrotkę o jego trybie pracy oraz aktualnie wykorzystanym wejściu. Eleganckie to wszytko, nie ma co. Na wystającym pasie aluminium tuż pod szerokim oknem znalazło się miejsce dla przełączników odpowiedzialnych za wybór aktywnych terminali głośnikowych oraz sposób pracy wskaźników. Dalej jest centrycznie umieszczony włącznik główny, a kawałek obok po prawej guzik wyboru wejścia oraz regulator poziomu wzmocnienia.Pełną perforacji górę P-4500 pokryto fantastyczną winylową farbą, podobnie masywne radiatory na bokach, oczywiście kolorystycznie dopasowane. Ich pióra wzmocniono poprzecznym elementem podnoszącym sztywność całej konstrukcji i jednocześnie ułatwiającym transport produktu. Stopki na jego spodzie to też nie byle co, są bardzo solidne. Japońska końcówka od tyłu też prezentuje się okazale. W oczy rzucają się bardzo duże, firmowe i dokręcane przyłącza głośnikowe. Przyjmą banany z miejsca, natomiast na widełki przewidziano specjalne otwory w podstawach tych elementów, swoją drogą bardzo skutecznie dociskające rzeczoną konfekcję i łatwe w obsłudze. Terminali jest w sumie cztery pary, co daje niemałe pole do manewru, a gałka zaraz obok je dodatkowo poszerza. Oprócz klasycznej pracy w roli stereofonicznego pieca, P-4500 może też pełnić rolę monobloku ze zmostkowanym obwodem wzmacniającym, lub z dwoma równoległymi wzmacniaczami aktywnymi, natomiast stosowne lampki na przodzie produktu sygnalizują wybór. Obok tego selektora jest też przełącznik polaryzacji umieszczonych powyżej przyłączy XLR, nad którymi są wejścia RCA, a gniazdo IEC zamontowano na samym dole. Duże plastikowe podpory przytwierdzone do radiatorów przywitałem z radością. Dzięki nim można P-4500 postawić pionowo bez najmniejszego ryzyka uszkodzenia zawartości pomiędzy nimi, co okazało się bardzo przydatne podczas zdjęć.Accuphase P-4500 od środka wygląda obłędnie. Na samym środku zamontowano firmowy transformator toroidalny, oczywiście wewnątrz kubka, a zaraz obok dwa potężne kondensatory wykonywane na zamówienie japońskiej firmy, każdy o pojemności 50 000 uF. Nie sposób nie zauważyć za pomocą czego, tj. wypolerowanej miedzianej sztaby, ich masy są ze sobą połączone. Terminale głośnikowe są przykręcone bezpośrednio do laminatu w celu skrócenia ścieżki sygnału. Zamiast przekaźników mechanicznych pomiędzy nimi zdecydowano się na przełączniki MOSFET-owe, rzecz się rozchodzi o możliwie jak najwyższy współczynnik tłumienia. Na tej samej płytce znajduje się też symetryczny i w pełni dyskretny wzmacniacz wejściowy oparty na niskoszumnych tranzystorach. Został tak zaprojektowany, aby poziom jego wzmocnienia wynosił 22 dB, podczas ten sam parametr sekcji wzmacniającej bazującej na firmowym prowadzeniu sygnału (MCS+) jest znacznie niższy, wynosi 6 dB. Benefitem tej konfiguracji (znanej jako wzmacniacz instrumentalny) jest wysoki SNR. Idąc dalej, P-4500 podwaja moc liniowo, a po zerknięciu na moduły przymocowane do radiatorów widać, że z powietrza się to nie bierze. Japoński piec to push-pull wykorzystujący w sumie cztery pary bipolarnych tranzystorów Toshiby na kanał, w potrójnym układzie Darlingtona i z prądowym sprzężeniem zwrotnym. Tą część elektroniki zamontowano na płytkach przy radiatorach, które dały sobie świetnie radę. Ani razu nie wyszły poza stan co najwyżej lekkiego ciepła nawet podczas bardzo głośnego grania.

Accuphase C-2150

Model C-2150 to najmniej dający po kieszeni przedwzmacniacz liniowy Accuphase’a, stąd niejedna osoba niejako automatycznie i z rozpędu zaszufladkuje go jako produkt zrobiony na przysłowiowe pół gwizdka. Kardynalny błąd, 2150-ka na taki absolutnie nie wygląda, wręcz przeciwnie. Nie znając ceny tej maszyny można łatwo przestrzelić, na moje oko tak ze dwa razy. Wszystkie preampy Accuphase’a współdzielą wzornictwo, fantastycznej jakości front i zdecydowaną większość elementów tam zamontowanych. Wygląd to sprawa subiektywna, konserwatywny i zunifikowany projekt plastyczny firmy z Jokohamy może się podobać lub nie. Natomiast C-2150 i P-4500 jakością wykonania, obsługi i przywiązania do detali dają po oczach niebywale, prezencję mają miliona zielonych, moim zdaniem tego nie da się zrobić lepiej. Zdecydowana większość firm w branży może się od Accuphase’a uczyć.Accuphase C-2150 to w pełni zbalansowany przedwzmacniacz liniowy, przez producenta określony jako ‘Stereo Control Center’. W znakomitej większości przypadków uznałbym tą etykietkę za przerost formy nad treścią, choć z uwagi na to, ile 2150-ka potrafi, tym razem rzeczony opis dobrze oddaje stan faktyczny. Produkt mierzy (wys. x szer. x gł.) 150 x 465 x 405 mm, jego masa to 16,9 kg, stąd jest typowym przedstawicielem w swojej klasie. Jego pobór prądu to 34 W, zniekształcenia dla wszystkich wejść wynoszą 0,005%, odstęp sygnał/szum to 110 dB przy wzmocnieniu 18 dB, a separacja kanałów (przy 10 kHz) wynosi -74 dB.Front urządzenia to kawał ślicznie wykończonego aluminium. Z rzeczy najważniejszych, za pomocą dużej gałki po lewej wybiera się wejście, co dodatkowo oznajmiają sąsiadujące z nimi czerwone diody, natomiast równie pokaźne pokrętło po prawej służy do regulacji głośności. Obydwa stawiają idealny opór, pracują gładko i są solidnie osadzone. Za dużą szybą zamontowaną pomiędzy gałkami jest tłoczno; po lewej znalazło się miejsce dla lampek sygnalizujących dodatkowe funkcje, dalej jest logo producenta z nieodłącznym czerwonym światłem informującym o gotowości maszyny do pracy, a cyfrowy wyświetlacz po prawej podaje poziom głośności. Pokazałby więcej (jakość sygnału, wybrane wejście cyfrowe), gdyby 2150-ka dotarła z konwerterem c/a na pokładzie.W lewym dolnym rogu, tuż pod wybierakiem wejść, zamontowano włącznik, natomiast na przeciwległej stronie znalazły się: się gniazdo słuchawkowe 6,3 mm, przycisk obniżający głośność o 20 dB oraz kolejny, mający skompensować skraje pasma podczas cichego słuchania. Po wciśnięciu sąsiadującego z tymi funkcjami guzika otwiera się duża klapka, skrywająca całą gamę dodatkowych rzeczy. Za pomocą wygodnych pokręteł można wybrać wejście analogowe oraz wyregulować ilość tonów niskich oraz wysokich. Kilka guzików obok służy do odwrócenia fazy absolutnej, włączenia trybu mono, wygaszenia wyświetlacza, wyboru wejścia cyfrowego oraz typu wkładki gramofonowej (MM/MC). Można też dostosować konkretną część pasma podległą gałkom korekcji skrajów pasma (40 lub 100 Hz i 8 lub 20 kHz). Listę zamykają przełączniki balansu kanałów, wejściowego wzmocnienia sygnału (12, 18 i 24 dB) oraz aktywacji pętli do nagrywania. Dostępnych opcji jest bardzo dużo, łatwo się z nich korzysta i nikomu nie powinien doskwierać brak czegokolwiek.Accuphase C-2150 może się pochwalić nie tylko ładnym frontem, ale też wszystkim innym. Boki tego urządzenia wykonane są z wysokowęglowej stali i wypolerowane na wysoki połysk, natomiast górę potraktowano winylową, przyjemną w dotyku farbą. Tak, tą samą, którą zastosowano w modelu P-4500. Obydwa produkty dzielą też masywne nóżki. Tył przedwzmacniacza jest bogaty. Po lewej jest miejsce dla dwóch dodatkowych kart rozszerzeń z trzech dostępnych; firmowego przetwornika c/a (DAC-50),  przedwzmacniacza gramofonowego (AD-50) oraz dodatkowej płytki z pojedynczym wejściem liniowym (LINE-10). Po ich zamontowaniu niektóre opcje na panelu przednim C-2150 stają się aktywne. W górnej części są przyłącza RCA; pięć wejść liniowych, dwa do nagrywania, dwa wyjścia liniowe oraz jedno wejście dla dodatkowego urządzenia zewnętrznego. Poniżej zamontowano dwa wejścia zbalansowane (dedykowane odtwarzaczom CD jest wyszczególnione), jedno wyjście w tym samym standardzie oraz jeszcze jedno wejście dla produktu w systemie przed C-2150. Gniazdo IEC w prawym dolnym rogu zamyka listę. Prosty i funkcjonalny pilot zdalnego sterowania C-2150 wygląda tak, jak gdyby dał dyla z wczesnych lat 90. Bez dwóch zdań pasuje do urządzenia.Accuphase C-2150 wygląda od środka równie okazale co oryginalnie, nie widziałem jeszcze tak zrobionego przedwzmacniacza. Poszczególne sekcje oddzielone są od siebie ekranami. Po prawej stronie widać puszkę dla kart rozszerzeń, a nieco poniżej zmotoryzowany potencjometr Alpsa. W aplikacji Accuphase’a nie tłumi on sygnału, a jedynie stanowi część interfejsu, tj. informuje główny układ o swojej pozycji i na tej podstawie dokonuje się regulacja. Po stronie lewej widać dwa transformatory, po jednym dla każdego kanału, duże kondensatory filtrujące oraz sekcję stabilizującą zasilanie. Za gwóźdź programu należy uznać zajmującą większą część urządzenia płytę główną z kilkoma wpiętymi do niej modułami. To właśnie tam dzieje się cała magia o nazwie AAVT (Accuphase Analog Vari-gain Amplifier). To opatentowane przez Accuphase’a rozwiązanie jest w pełni analogowe i zbalansowane. Sygnał najpierw trafia do bufora wejściowego, jest konwertowany z postaci napięciowej do prądowej, w sumie 16 przełączników ustala jego poziom wyjściowy na podstawie przemielonego przez komputer komunikatu z potencjometru, wartości są sumowane, następna w kolejce jest konwersja prądowo-napięciowa, ewentualne opcje korekcji dźwięku po drodze, a dalej wzmacniacz końcowy i wyjścia. Cały układ został zrobiony na piechotę lata wstecz i jest cały czas udoskonalany. W konwerterze prądowo-napięciowym oraz wzmacniaczach wyjściowym i słuchawkowym C-2150 zastosowano też autorski obwód o nazwie ANCC (Accuphase Noise and distortion Cancelling Circuit) by dalej zredukować szum.

Dźwięk

W celu przetestowania obydwu urządzeń Accuphase’a posłużyłem się moim głównym zestawem; fidata HFAS-S10U pełnił w nim funkcję magazynu i transportu sieciowego, natomiast konwersją c/a zajął się LampizatOr Pacific (KR Audio T-100 + KR Audio 5U4G Ltd. Ed.). Dalej sygnał trafił do jokohamskiego zestawu dzielonego, a następnie do kolumn Boenicke W8. W roli urządzenia pomocniczego wykorzystałem wzmacniacz zintegrowany Trilogy 925. Końcówka mocy, przedwzmacniacz i kolumny zostały okablowane rodziną C-MARC firmy LessLoss, natomiast całą wykorzystaną elektronikę wykarmił kondycjoner GigaWatt PC-3 SE EVO+ wpięty w ścianę kablem LC-3 EVO tego samego producenta. Choć przedwzmacniacz C-2150 ma wyjście słuchawkowe i powinienem się z nim choć na chwilę zaprzyjaźnić, zostało pominięte celowo. HifiMan Susvara to jedyne słuchawki jakie miałem pod ręką, bardziej adekwatnym towarzyszem dla nich byłyby terminale końcówki P-4500. Tak, są aż tak wymagające.Jak do tej pory nie miałem bladego pojęcia co sprzęty Accuphase’a sobą reprezentują. Zasłyszane wielokrotnie w różnych miejscach i systemach mi nieznanych, stanowiły enigmę. Próba oceny czegokolwiek w warunkach innych niż moje własne i formowania na tej podstawie znaczącej opinii to wróżenie z fusów. Topologia chociażby końcówek mocy japońskiej manufaktury coś tam dawała do zrozumienia, w którymś kościele dzwoniło. Niemniej, w przypadku firm o profilu podobnym do Accuphase’a dźwięk nigdy nie jest prosty i dający się łatwo zaszufladkować; jednoznacznie ten czy inny. Przez lata nauczyłem się, że urządzenia wysokiej klasy to zagadka, którą trzeba rozszyfrować, a gdy w końcu luźno połączy się ze sobą poszczególne jej elementy, nie tylko finalny obraz się klaruje i intensyfikuje, ale też zrozumienie tego, co konstruktorzy konkretnego produktu chcieli osiągnąć. Pisząc wprost, zawsze trzeba spodziewać się czegoś specjalnego. To ‘coś’ to nie jest wartość dodana per se, ale integralny element konkretnej konstrukcji, który pokazuje jej klasę, przydaje unikalnego sznytu i ma moc usprawiedliwienia często ciężkich pieniędzy za nią stojących. Gdy mowa o produktach kosztujących dziesiątki tysięcy złotych często tak właśnie jest, choć nie zawsze.Przed przybyciem sprzętu Accuphase’a usilnie próbowałem wyzbyć się jakichkolwiek oczekiwań. Dźwięk zasłyszany na wystawach to jedno, a moje pomieszczenie wraz z jego wszystkimi przypadłościami – drugie. Do tego należy dorzucić moje referencyjne podłogówki, które do uniwersalnych zdecydowanie nie należą i – pisząc obiektywnie – sporo im potrzeba, żeby było dobrze. Natomiast rzeczy, które niezaprzeczalnie robią tym szwajcarskim słupkom dobrze to m. in. moc i przyciśnięty dół pasma, za czym idą zwartość, elastyczność i inne powiązane historie. Z której strony na to nie spojrzeć, te kryteria spełnia klasa AB jak w przysłowiową mordę strzelił, tj. P-4500. Nie pomyliłem się, w połączeniu z firmowym przedwzmacniaczem ten piec zrobił co trzeba, choć nie tak znowu bezceremonialnie czy ordynarnie. To by było zbyt proste.Mając na tapecie dużą końcówkę w klasie AB, z miejsca zacząłem od repertuaru z rozmachem; “Steeltongued” autorstwa Hecq, “Creeper” formacji Acid, Johnny’ego Casha z jego własną interpretacją “Rusty Cage”, Acid Drinkers i ich “Ring of Fire”, a dalej “Prison Sex” Tool’a, kilku saksofonowych popisów Colina Stetsona i wybranych coverów wg duetu 2Cellos, oczywiście z albumu “Celloverse”. Ta pobudzająca lista odtwarzania stawia na podium impet, otwartość, krótkie impulsy, skalę i jako taka aż się prosi o gałkę mocno w prawo. Szybko okazało się, że duetowi P-4500 + C-2150 nie sposób było odmówić pary. Co prawda nie było tego słychać podczas cichego, wieczornego odsłuchu, ale wraz ze wzrostem decybeli rosły też gabaryty obrazka przede mną. W8-ki bardzo lubią jak jest głośno, natomiast fakt, że powyżej 88dB zagrały w  wysoce strawny, wyraźny i jednocześnie czysty sposób, jasno dał mi do zrozumienia, że japoński wzmacniacz zrobił swoje bez zadyszki i z klasą.W wysokiej jakości dźwięku na koncertową modłę nie idzie tylko o decybele. Podczas głośnego odsłuchu takiego repertuaru rzecz rozchodzi się o doniosłość, czystość i  – przede wszystkim – skalę muzycznego obrazu; swobodę w narastaniu i wygaszaniu impulsów, Sceniczny rozmach, duże i obecne źródła pozorne, a także kontrolę nad konkretnym obciążeniem, która pełni rolę wyzwalacza tego wszystkiego. Pomimo mikrej postury, synergicznie wysterowane W8-ki są jak najbardziej zdolne do generowania fantastycznie żywej, przyjemnie napowietrzonej, swobodnej, cielesnej, gardłowej i szybkiej fali dźwięku. Ten obraz, oczywiście wydobyty za pomocą stosownej muzyki, potrafi przewijać się przez moje pomieszczenie odsłuchowe niczym tsunami, tj. z takim ładunkiem energii i wielkością, że odnosi się wrażenie, że zaraz ściany stanowiące naturalne ograniczenie tego miejsca popękają. Coś takiego słyszałem u siebie kilka razy i pozostaje mi teraz napisać, że P-4500 to kolejny piec, który w ten jakże widowiskowy sposób zagrał gdy sytuacja tego wymagała.Po opisie powyżej można wywnioskować, że końcówka Accuphase’a zrobiła robotę zgodnie z przeznaczeniem i nie ma o czym tu rozprawiać. Ot, kolejny mocny zawodnik w klasie AB. Pełna zgoda, choć ta umiejętność to element znacznie większego planu. Dwuczęściowy system tego producenta można z powodzeniem wrzucić do szuflady z tabliczką ‘prawdę grające’. Nie mam bladego pojęcia czy tą samą wartość reprezentują inne sprzęty z Japonii, ale dostarczone mi urządzenia pokazały się dokładnie z tej strony. Zwrotka o jakości nagrań, ich rozbudowaniu scenicznym i ewentualnej kompresji była więcej niż hojna i ja – osoba żyjąca z opisywania tego, co słyszy – znalazłem w tym niemałą wartość. Pokuszę się o stwierdzenie, że prawdomówność brzmieniowa dzisiejszego duetu to jego cecha koronna. Mało tego, charakterystyka w ten deseń była słyszalna dobrze już od samego początku, pod tym względem naprawdę nie miałem żadnych wątpliwości i tak mi zostało aż do końca.Większość umownie niedrogich urządzeń stawiających na muzykę bez ogródek potyka się, gdy trzeba pokazać jej piękno. Zazwyczaj są albo rybki, albo akwarium. Produkty droższe łączą ze sobą te aspekty w konkretnych proporcjach i bez mocno dających po uszach konsekwencji. Duet Accuphase’a nie koloruje i nie upiększa, ale też gra w cywilizowany, kulturalny sposób. Brak życia to ostatnia rzecz, którą mógłbym temu zestawowi zarzucić. Dostajemy z nim szybkość, wyrazistość, otwartość i prawdę, a jakże. Ale też gładkość, umiejętnie dawkowaną złożoność barwową, no i przede wszystkim wolność od sztuczek podnoszących na dzień dobry poziom ekscytacji, by po oswojeniu się z nimi odebrać je jako tanie zagrywki. Już wyjaśniam.Japońska drużyna dół pasma kreowała ilościowo oszczędny, ale w wyższych częściach nieprzesadzony, co przełożyło się na czystość tego podzakresu. Kolokwialnie pisząc, obyło się bez luzu prowadzącego do dudnienia, które często towarzyszy Boenicke W8 w moim pomieszczeniu. Dół wg zestawu dzielonego Accuphase’a to jakość niewielkim kosztem ilości, którą swoją drogą można podpicować z poziomu przedwzmacniacza gdyby komuś było mało niskotonowych wrażeń. Subiektywnie pisząc, elastyczny, w sam raz kolorowy i informacyjny charakter basu po japońsku mi przypadł do gustu i nic bym w nim nie zmienił. Dla mnie był po prostu właściwy, tak to się powinno robić. Podróżując wzwyż słyszalnego pasma, część, na którą nasze uszy są najbardziej wrażliwe była adekwatna do nagrania, a przede wszystkim jakości jego realizacji. Wokale Mari Boine, Eivør Pálsdóttir, Patti Smith, Petera Murphy’ego czy Blixy Bargelda były wyraźne, przyjemnie miękkie i intymne gdy sytuacja wymagała, lub wręcz przeciwnie; zadziorne, sztywne, chropowate i szybkie. Słychać było, że Josh Homme piłował na gitarze podpiętej pod piec ze szkłem w środku i celowo zniekształcał, Mike Oldfield zasuwał na niewzmocnionym banjo jak oszalały bez żadnych nieprzyjemności po drodze, a duet Rodrigo y Gabriela w wersji unplugged pracował strunami i pudłami rezonansowymi w taki sposób, że nie tylko było to słychać, ale też czuć, o co przecież chodzi. Wszystko się zgadzało. Selekcja nagrań ewidentnie działała na moją korzyść, choć spora część repertuaru AC/DC, Red Hot Chilli Peppers czy KMFDM dawała po uszach ostrością i barwowym skąpstwem. Dla jasności: tak miało być. Dzielony system Accuphase’a nie wybaczał i autentycznie mi się to spodobało.Góra przyniosła niespodziankę. Wszystkie wysokotonowe przeszkadzajki wybrzmiewały adekwatnie długo do ceny produktów, taki niewinny żarcik, choć sposób prezentacji tego podzakresu dał się poznać jako delikatnie bardziej miękki w porównaniu do reszty. Nie wiem, czy to celowy zabieg japońskich inżynierów, a jeżeli tak, to udany. Nie brakowało mi informacji na górze, natomiast delikatne przykręcenie i utemperowanie jej spowodowało, że nadpobudliwość i przesadna szklistość jej nie groziły, a w efekcie po prostu lepiej wchodziła. Gorsze realizacje dobrze mi znane z wysokotonowego siania dalej to robiły, ale w taki sposób, że nie sposób było zwalić za to winy na sprzęt. Trzeba było poszukać lepszego materiału, ot co. Choć najważniejsze jest to, że po raz kolejny postawiono na jakość kosztem ilości i moim zdaniem była to słuszna decyzja.Zebrawszy zeznania powyżej w całość, końcówka mocy P-4500 i przedwzmacniacz C-2150 w duecie zagrały mocno w stronę wysokiej wierności, co samo w sobie jest jak najbardziej w porządku, choć nie jest to sprzęt bezdusznie rozbierający muzyczną treść na czynniki pierwsze. Jego wnikliwy i informacyjny charakter okraszono ciekawą barwą, co zdecydowanie przełożyło się na przyjemność z odsłuchu i przydało tego, co w muzyce niezbędne; tkanki, spójności i całościowo świetnego zbalansowania bez popadania w skrajności. Natomiast do cech ekstra rzeczonego zestawu należy zaliczyć otwartość i nieprzekombinowane pasmo, tj. zdroworozsądkowe i umiejętne dawkowanie jego skrajów, tak, aby wynikową było granie kompletnie pozbawione efekciarstwa czy nadpobudliwości. Japoński system dzielony nie popisuje się i nie porywa z miejsca sztuczkami, gra zbyt dostojnie i dojrzale. Słychać po prostu, że stoi za nim firma z wieloletnim doświadczeniem. Trzeba jej produktom dać trochę czasu, niewykluczone, że samemu sobie też, przyzwyczaić się do ich ‘wizji’ i przygotować na to, że lista odtwarzania zostanie przetrzebiona. Pisząc wprost, dzisiejsi bohaterowie oferują dorosłe granie dla świadomych ludzi, którzy niejedno słyszeli i fazę ekscytacji szybko powszedniejącymi sztuczkami mają już za sobą. Wiele razy łapałem się na tym, że wyczynowość produktu tego czy tamtego z czasem przeistaczała się w odchyłek od normy poza granicą prywatnej akceptacji, a długofalowo wręcz powód do irytacji. Z elektroniką Accuphase’a przedstawioną w tym materiale to nam nie grozi, co niezaprzeczalnie jest jej mocną stroną.Mając dobry ogląd na to, co duet Accuphase’a sobą reprezentuje, nastał czas na konfrontację z moją angielską integrą. Efekt porównania nie przyniósł żadnych niespodzianek; japoński zespół i brytyjski piec to jakościowo ta sama liga, natomiast ich charakterystyka brzmienia to może jeszcze nie  niemalże dwa przeciwległe bieguny. 925-ka faworyzuje muzykę za cenę wnikliwości; rysuje duże, wręcz mokre i obecne źródła pozorne, gra w odrobinę przyciemniony sposób, z górą nieco przykręconą. To produkt spokojny, ale dostojny; barwowo bogaty w cały paśmie, a na dole doładowany i substancjalny, o ugrzecznionym konturze. Niejedna osoba pewnie nazwałaby ten dźwięk konserwatywnym i angielskim, z czym ciężko polemizować. Zestaw Accuphase’a jest zwinniejszy, sztywniejszy i bardziej wnikliwy w porównaniu, za cenę mniejszej ilości harmonicznych. Ma mniej ciała, gra chłodniej, a ciosy wyprowadza w krótkich seriach. Trilogy 925 uderza raz, wolniej i konkretniej, choć niezaprzeczalnie jest luźniejszy i bardziej przysadzisty. Do wyboru, do koloru. Japońskie rodzeństwo kreuje obraz rozbudowany w głąb i równomiernie rozłożony na całej szerokości, a także przyjemnie oddychający i wyraźny. 925 z kolei wyszczególnia wydarzenia pomiędzy kolumnami, resztę lokuje dookoła tego miejsca i wypycha do przodu, wszystko bardziej skleja ze sobą, a obraz całościowo podaje nieco duszny, choć również bardzo czysty. Repertuarowo moja integra wybacza sporo więcej, natomiast do W8-ek Japoński zestaw pasuje lepiej, co do tego wątpliwości nie mam.

Podsumowanie

Pierwszą przygodę z elektroniką Accuphase’a uznaję za jak najbardziej udaną, dostarczone mi do testu urządzenia reprezentują wysoki poziom, są bardzo dobre. Choć dla mnie chyba najciekawsze jest to, że modele P-4500 i C-2150 ‘zaledwie’ otwierają japońską ofertę. Po zapoznaniu się z nimi niezaprzeczalnie robi mi się miło na myśl o tym, cóż takiego reprezentuje ich droższa rodzina.

Choć pisałem już o tym powyżej, jeszcze raz podkreślam: produkty Accuphase’a oglądane na zdjęciach czy na wystawie gdzieś z daleka, a we własnych czterech ścianach to nie to samo. Zupełnie nie, dopiero po bliższych oględzinach widać, co tak naprawdę jest na rzeczy. Trzeba samemu dostrzec konsekwencję, pietyzm i brak najmniejszego nawet przypadku czy niedopracowania; jak perfekcyjnie wszystko jest ze sobą spasowane, jak ładnie pracują wskaźniki, selektory, klapki oraz guziki i jak bezproblemowo się to wszystko obsługuje. Niezmienne od lat wzornictwo Accuphase’a to sprawa indywidualna, natomiast montaż w środku i na zewnątrz jest – moim skromnym zdaniem – mistrzostwem świata. Choć dopiero otwierające portfolio Accuphase’a, modele P-4500 i C-2150 to i tak absolutna ekstraklasa pod tym względem. Widać dobrze, że za tymi urządzeniami stoi bardzo zdolny zespół z wieloletnim doświadczeniem, co znajduje odzwierciedlenie w ich cenie. Za jakość się płaci, nie ma przeproś, natomiast tym razem jest jej w opór.

Zestaw dzielony Accuphase P-4500 i C-2150 gra tak, jak wygląda, tj. szykownie. Słychać, że wzmacniacz to klasa AB, ale w bardzo dobrym wydaniu. Co prawda nie jestem w stanie ocenić, ile wkładu w efekt miał przedwzmacniacz. Natomiast ile by nie miał, w parze z japońską końcówką mocy zagrał prawdziwie, dosadnie i bez kokieterii, a ponad wszystko inteligentnie. Wierność i wnikliwość podane w tak gustowny, plastyczny, emocjonujący i przemyślany sposób angażują, ciężko obok tego strojenia przejść obojętnie niezależnie od własnych upodobań. Z najnowszym duetem Accuphase’a aż chce się odkrywać dobrze znaną muzykę na nowo, a że gra on uniwersalnie, dobór pasującego towarzystwa nie będzie jakimś szczególnym wyzwaniem. Warto posłuchać i do następnego!

Platforma testowa:

Cena produktu w Polsce:

  • Wzmacniacz stereofoniczny Accuphase P-4500: 33 900 PLN
  • Przedwzmacniacz liniowy Accuphase C-2150: 29 900 PLN

 

Dostawca: Nautilus