Sforzato DSP-05EX plus PMC-05EX

by Marek Dyba / April 20, 2026

Sforzato to, pomimo włosko brzmiącej nazwy, japońska marka z siedzibą w Tokio. To producent wyspecjalizowany, w którego ofercie znaleźć można jedynie urządzenia związane z odtwarzaniem muzyki z plików. Swoją przygodę z tą marką zaczynam z najwyższego „C”, jako że trafił do mnie topowy zestaw Sforzato DSP-05EX plus PMC-05EX, czyli transport plików i DAC, uzupełnione topowym zegarem. Sprawdźmy więc, co słychać na szczytach japońskich himalajów streamingu.

Wstęp

Granie muzyki z plików stało się właściwie normą dla wielu, jeśli nie większości miłośników muzyki, i to już nie tylko tych, których „systemy” składają się z telefonu i słuchawek. W domach streamujemy je, korzystając z wyspecjalizowanych serwisów muzycznych oferujących dziś już wysoką jakość dźwięku, albo odtwarzamy z serwerów pracujących w domowej sieci, a czasem po prostu bezpośrednio z nośników danych. Nawet producenci high-endowego sprzętu audio kosztującego ogromne pieniądze korzystają z tego nośnika muzyki w czasie swoich prezentacji na największych wystawach świata. Gdy się za to zabierają, cenią nie tylko wygodę użytkowania (nie muszą przecież zabierać dziesiątek fizycznych nośników, zmieniać płyt w odtwarzaczu czy na gramofonie), ale i jakość uzyskiwanego brzmienia, bo przecież chcą, by ich produkty prezentowały się możliwie najlepiej.

Gdzie jest potrzeba, znajdą się tacy, którzy ją zaspokoją, i dlatego producentów wysokiej klasy odtwarzaczy/transportów plików ciągle przybywa. Nie wszyscy jednakże, a właściwie jedynie niewielu, dopracowuje swoje produkty tak, by zaspokajały potrzeby nawet bardzo wymagających audiofilów. Pośród nich lokuje się japońskie Sforzato. Jak sprawdziłem na ich stronie, na dziś oferta obejmuje dziewięć pozycji. Na najwyższym poziomie znajdują się trzy testowane urządzenia. To PMC-05EX, czyli flagowy zewnętrzny zegar, a także DSP-05EX. Ta druga pozycja de facto składa się z dwóch urządzeń (i dlatego piszę o trzech). W osobnych obudowach umieszczono bowiem transport sieciowy i przetwornik cyfrowo-analogowy.Oba są dość specyficzne, ale do tego przejdziemy za chwilę. W serii niżej także znajdziemy dwie pozycje, PMC-07EX (zegar) i DSP-07EX, czyli transport sieciowy i DAC, ale tym razem umieszczone we wspólnej obudowie. Najprzystępniejsza cenowo jest seria, w której oferowane są najmniejszy zegar PMC-09EX i transport plików/DAC w jednym, czyli DSP-09EX. Pozostałe trzy produkty można zaliczyć do grona akcesoriów: są to bowiem konwerter sieciowy MC-RJ45P (ma po jednym tradycyjnym porcie RJ-45 i optycznym SFP, więc umożliwia konwersję w każdą stronę, a użycie dwóch zapewnia izolację galwaniczną), NWS-04, który potrafi zsynchronizować zegar dla kilku urządzeń, a PCC-120 to dedykowany 50-Ω kabel do podłączenia zegara.

Budowa i cechy

Sforzato DSP-05EX

Wspomniałem już, że DSP-05EX to zestaw dwóch trochę nietypowych urządzeń ukrytych pod jednym symbolem modelu. Wchodzący w jego skład transport sieciowy wyposażono w dwa wejścia – sieciowe i USB. Zamiast tradycyjnego portu RJ-45 wykorzystano w nim optyczne wejście sieciowe, czyli SFP. To rozwiązanie, które coraz częściej pojawia się w (zwłaszcza w topowych) urządzeniach audio, ponieważ połączenie optyczne zapewnia izolację galwaniczną między połączonymi komponentami. W ten sposób eliminuje się dużą część zakłóceń i problemów z pętlą masy, a w efekcie uzyskuje się lepszy dźwięk.

W otrzymanym zestawie (nie wiem, czy jest to standard) dołączony był moduł konwertera LAN/SFP, dzięki któremu (choć potrzebny był i drugi taki konwerter od strony switcha) mogłem wykorzystać „normalny” kabel ethernetowy (normalny, czyli audiofilski Davida Labogi). Jeśli użytkownik posiada switch z wyjściem SFP (tu zwrócę uwagę, że na rynku dostępne są urządzenia z SFP 1 GB i 10 GB i nie są one w pełni kompatybilne) i odpowiedni kabel, to konwerter nie jest potrzebny. Obok dwóch portów sieciowych na tylnej ściance transportu znaleźć można tradycyjne gniazdo zasilające IEC, a także port USB typu A, który służy wyłącznie do ewentualnej aktualizacji oprogramowania urządzenia, kiedy producent taką udostępni, oraz USB typu B, który pozwala podłączyć zewnętrzne źródło kablem USB (np. komputer).Jest tam jeszcze jedno gniazdo, stanowiące w największym stopniu o nietypowości, czy może raczej wyjątkowości całego rozwiązania. Złącze to opisane jest jako Zero Link i jest jedyną opcją połączenia transportu z wejściem firmowego przetwornika cyfrowo-analogowego. To dlatego transport i DAC sprzedawane są razem. Gniazda Zero Link łączy się kablem DVI (w zestawie dołączona była stosowna łączówka Supry), co praktycznie eliminuje możliwość łączenia któregokolwiek z nich z komponentami innych marek. Skąd wzięło się to rozwiązanie? Jak podaje producent, Sforzato opracowało je wraz z innym japońskim producentem, firmą SoulNote. To nowy standard transmisji cyfrowego sygnału audio (I²S, DSD), w którym zegarem nadrzędnym jest ten w przetworniku D/A, a nie w transporcie. W tym układzie transport przesyła dane do przetwornika cyfrowo-analogowego (DAC-a) zsynchronizowane z jego zegarem. Eliminuje to wszelkie operacje asynchroniczne, które mogą wprowadzać zakłócenia/szumy do sygnału, pogarszając jakość dźwięku. Rozwiązanie to ma więc pozwolić osiągnąć wyższą jakość brzmienia niż możliwa jest przy innych rodzajach połączeń, w tym USB.

Wszystko to, co przeczytali Państwo powyżej, wyjaśnia, dlaczego tylna ścianka DAC-a w tym zestawie wygląda dość skromnie w porównaniu do większości konkurentów. Zero Link jest bowiem jedynym wejściem, którym da się dostarczyć sygnał do przetwornika. Obok gniazda DVI znajdziecie tam więc wyłącznie gniazdo zasilania, BNC do podłączenia zewnętrznego zegara oraz wyjścia analogowe, symetryczne (XLR) i niesymetryczne (RCA). Zegar (10 MHz) oferowany w tej serii, który również trafił do testu, PCM-EX05, to urządzenie najwyższej klasy, acz podwaja wartość zestawu. Istnieje jednakże druga opcja, czyli zegar dołączony do zestawu. W pudełku wraz z urządzeniem znajdziecie niewielkie metalowe pudełko, w którym po jednej stronie zainstalowano wtyk BNC, a po drugiej króciutki kabelek zasilający. Ten pierwszy wpina się do tego samego gniazda BNC co (alternatywnie) topowy zegar, a ten drugi do umieszczonego powyżej gniazda zasilania. Bez zegara DAC nie będzie działał, bo w środku nie zastosowano innego — ot, jeszcze jedno oryginalne rozwiązanie.Wnętrza obu komponentów prezentują się bardzo dobrze, a logo, które można zobaczyć na płytce w przetworniku, kolejny raz potwierdza współpracę z SoulNote. W obu urządzeniach dużo uwagi poświęcono zaprojektowaniu odpowiedniego zasilania. W transporcie wykorzystano aż trzy transformatory toroidalne, sporą baterię kondensatorów filtrujących o dużych pojemnościach (Nichicon i Epcos) oraz szereg stabilizatorów napięcia. W DAC-u natomiast pracują dwa transformatory toroidalne, wsparte kolejną potężną baterią kondensatorów (Rubycon, Epcos, Nippon Chemi-Con, Nichicon i WIMA). Sygnał cyfrowy w transporcie obsługują układy Texas Instruments TMS320DSP i Variscite, a wyjście Zero Link jest izolowane układami ADN4620. W przetworniku cyfrowo-analogowym główne role grają kości ESS Sabre ES9038PRO, po jednej na kanał, a w stopniu wyjściowym wykorzystano wzmacniacze operacyjne Texas Instruments.

Sforzato PMC-05 EX

Sercem flagowego zegara Sforzato PMC-05EX jest superstabilny oscylator kwarcowy (OCXO) charakteryzujący się, jak pisze producent, ultraniskim szumem fazowym i ultrastabilnością krotko-okresową, co ma bezpośrednio przekładać się na najwyższą jakość dźwięku. Zegar wsparty jest wydajnym zasilaczem opartym na dużym transformatorze toroidalnym i kondensatorach elektrolitycznych o dużej pojemności. Jego dyskretny układ sprzężenia zwrotnego zapewnia precyzyjne i stabilne zasilanie oscylatora zegara. Sygnał wyjściowy z zegara jest dostarczany z precyzyjnie ustaloną impedancją wynoszącą 50 Ω (potrzebny jest więc również kabel dobrej klasy o takiej impedancji) za pośrednictwem dyskretnego układu buforowego. Producent, korzystając zapewne po raz kolejny z doświadczeń inżynierów SoulNote, zadbał o izolację układu zegara od wibracji. Moduł zegara nie jest bowiem przymocowany do obudowy, lecz jest zamontowany na dolnej płycie obudowy za pomocą kolców. W ten sposób unika się przenoszenia wibracji z obudowy na generator zegara. Na tylnej ściance PMC-05EX umieszczono jedno wyjście BNC i dwa wyjścia SMA, wszystkie 50 Ω.

Wszystkie trzy testowane komponenty zainstalowano w podobnych (DAC i zegar w identycznych, pozbawionych manipulatorów na froncie), solidnych, sztywnych, bardzo dobrze wykonanych i wykończonych aluminiowych obudowach. Są one dostępne w dwóch kolorach: czarnym i srebrnym. Tylko transport wyposażono w niewielki wyświetlacz oraz dwa przyciski – jeden służy do wyboru wejścia (LAN/USB), a drugi do odwrócenia (w razie potrzeby) fazy. W każdym z urządzeń włączniki umieszczono na spodzie, blisko przedniej krawędzi urządzenia, a w zegarze i DAC-u znajdują się tam również zielone diody, które zapalają się po ich włączeniu.Obudowy transportu i DAC-a wyposażono w antywibracyjne nóżki, natomiast zegar stoi na trzech metalowych trzepieniach o zaokrąglonych końcach. Urządzenie za sprawą solidnej obudowy i zasilania zbudowanego wokół transformatora toroidalnego jest dość ciężkie i dlatego na większości powierzchni przydadzą się Wam zapewne jakieś podkładki chroniące powierzchnię. Zarówno DAC, jak i transport całkiem mocno grzeją się w czasie pracy i dlatego producent sugeruje nieustawianie ich jeden na drugim. Z drugiej strony, ustawione w taki sposób prezentują się naprawdę świetnie…

Brzmienie

Transport Sforzato nie posiada ani wbudowanych dysków, ani portów USB, do których można podpiąć zewnętrzne nośniki. Opcje mamy więc dwie. Wejście USB może posłużyć do podpięcia serwera czy komputera ze stosownym wyjściem (dla komputerów z Windowsami ze strony Sforzato można ściągnąć dedykowany sterownik USB, a te oparte na Linuxie, co sprawdziłem z pomocą znakomitego Lumina U2X, nie wymagają dodatkowych instalacji), a port sieciowy do połączenia z domową siecią, a z jej pośrednictwem z internetem. DSP-05EX jest urządzeniem RoonReady. Jeśli więc posiadacie serwer z tym oprogramowaniem, może on być źródłem sygnału, a aplikacji Roona możecie używać do sterowania odtwarzaniem.

Jak wyczytałem, transport Sforzato współpracuje również ze znakomitym, dobrze mi znanym polskim softwarowym odtwarzaczem, czyli JPlayem, acz jest to świetna alternatywa wyłącznie dla użytkowników urządzeń Apple (bo JPlay działa tylko na nich). Japoński producent sugeruje również możliwość używania dowolnego oprogramowania zgodnego z OpenHome i DLNA, w tym np. darmowej aplikacji Taktina. Jeśli użytkowana aplikacja na to pozwoli, z jej pomocą możecie korzystać również z serwisów streamingowych. Ja w czasie testu korzystałem z mojego serwera Roon (a przez niego z Qobuza) komunikującego się ze Sforzato przez LAN, ale i z Lumina U2X, który sygnał wysyłał po USB. Dodam jeszcze, że na początku słuchałem DSP-05EX z dołączanym w zestawie (małym) zegarem, a dopiero po pewnym czasie zastąpiłem go PMC-05EX, by ocenić, czy i jaką poprawę brzmienia można z nim uzyskać.Nie da się ukryć, że przystępując do tego, dla mnie pierwszego dłuższego odsłuchu (na dodatek topowego) zestawu Sforzato, miałem pewne, a nazywając rzeczy po imieniu, wysokie oczekiwania. Skoro to relatywnie nieduża, japońska firma, a te w zdecydowanej większości tworzą produkty wyjątkowe, jak niegdyś choćby świetna Fidata, a dodatkowo najwyraźniej jest jej po drodze z SoulNote, której to urządzenia bardzo wysoko sobie cenię (test topowej integry A3 i przedwzmacniacza gramofonowego E3 można znaleźć TU) to trudno było nie czekać na wyjątkowe doświadczenia.

Sforzato DSP-05EX

No i? Pierwsze wrażenia z odsłuchu dowolnego dobrego nagrania, a w moim przypadku była to płyta Hugh Masakele „Colonial Man” nagrana w 1976 roku, zachwycą doświadczonych audiofilów, ale mogą nieco zaskoczyć, a może nawet rozczarować tych, którzy oczekują efektu „wow”, czy powalenia na kolana po pierwszych 30 sekundach odsłuchu. Skąd ta rozbieżność? Ci pierwsi docenią fakt, iż w tym dźwięku nie ma za grosz efekciarstwa (co może rozczarować tych drugich), choć przecież ilość informacji przekładająca się na gęstość, nasycenie, spójność i płynność prezentacji, lokuje Sforzato już po kilku minutach słuchania pośród najlepszych odtwarzaczy plików, a powiedziałbym, że nawet odtwarzaczy cyfrowych w ogóle.

Jeśli przesłuchało się dziesiątki albo i setki cyfrowych źródeł, to nie potrzeba wiele czasu, by dojść do takiego wniosku. Jeśli jednak słuchaczowi brakuje rozległego doświadczenia, może pomyśleć, że przecież nie ma w tym dźwięku niczego specjalnego, czegoś, co łapałoby od razu mocno za uszy; nie ma owego wspomnianego efektu „ŁAŁ!”. Człowiek siedzi, słucha muzyki, nie ma ochoty niczego analizować, wychwytywać detali, a już po chwili płyta się kończy. Zaraz! Jak to?! Już?? Ano właśnie. Z DSP-05EX jako źródłem bardzo łatwo jest całkowicie wciągnąć się w świat muzyki, zrelaksować się, choć jednocześnie zaangażować się i już po kilkunastu sekundach zapomnieć o całym świecie. O czym to świadczy? O wyjątkowej, wybitnej wręcz naturalności brzmienia, która sprawia, że analityczna część mózgu po prostu się wyłącza. Prowadzenie natomiast przejmuje ta, która czerpie przyjemność z obcowania z Muzyką (tak, przez duże „M”), która karmi się emocjami tak doskonale przekazywanymi przez japońskie urządzenia.Dźwięk z japońskim urządzeniem jest przy tym również intensywny, energetyczny, duży, w sensie skali i rozmachu (gdy takowe są potrzebne, acz gdy trzeba, prezentacja jest wyjątkowo intymna) i szczelnie wypełnia cały pokój. OK, płyta Masakele została zrealizowana w taki sposób, by słuchacz poczuł się tak, jakby muzycy znajdowali się na wyciągnięcie ręki, przez co całe doświadczenie, kontakt z muzykami i muzyką, wydaje się bliskie, wręcz intymne. A jest to osiągane bez wypychania pierwszego planu przed linię kolumn, bez przybliżania wydarzeń rozgrywających się na scenie nawet na dalszych planach. Wszystko zaczyna się na linii łączącej kolumny i jest rozbudowywane w głąb przestrzeni znajdującej się za nimi, plan za planem, ze sporą (ale naturalną, a nie sztucznie kreowaną) precyzją lokalizacji źródeł pozornych i budowaniem trójwymiarowych obrazów każdego z nich. To owa intensywność grania sprawia, że słuchacz jest tam albo tu (w zależności od realizacji), razem z wykonawcami i może śledzić ich poczynania z bliska.

Przy tej prezentacji, na tej płycie, źródła pozorne na pierwszym planie były duże, ale realistycznie duże. Te na kolejnych zmniejszały się wraz z odległością od miejsca odsłuchowego, kreując absolutnie naturalną perspektywę. Scena wychodziła również poza rozstaw kolumn, wyraźnie szerzej niż z moim zestawem odniesienia, a głębia nie była co prawda imponująca, ale (znowu) po prostu realna. To przecież nagranie studyjne z czasów, kiedy zwykle cały zespół nagrywał razem (choć nie wiem na pewno, czy tak właśnie w tym przypadku było). Namacalność w tych nagraniach nie była wybitna, ale lokalizacji nie brakowało precyzji, a całość sceny wypełniały cząsteczki powietrza, które wydawały się bezpośrednio przenosić drgania do uszy słuchacza (do mikrofonów nagrywających, rzecz jasna, ale sposób prezentacji pozwalał o tym zapomnieć i traktować ją jako bezpośrednie przeżycie).

Kolejny album, „We The People”, nagrany na żywo przez Jazz At Lincoln Center Orchestra z Wyntonem Marsalisem, potwierdził duże możliwości Sforzato DSP-05EX w zakresie przestrzenności prezentacji i lokalizacji źródeł pozornych, a także umiejętności oddania akustyki sali jeszcze dobitniej. Mówimy tu o kilkunastoosobowym big bandzie, a nie wielkiej orkiestrze symfonicznej, ale te paręnaście dęciaków grających razem na scenie z basem, fortepianem i perkusją potrafiło zaimponować rozmachem i bardzo dużym, mocnym dźwiękiem. Dźwiękiem czystym, poukładanym, uporządkowanym, w który nawet w najgorętszych momentach nie wkradał się chaos.Ależ cudownie zabrzmiało na przykład solo na trąbce! Czyściutko, klarownie, z kapitalnie oddaną barwą, odpowiednio ostro, ale absolutnie w granicach naturalnego brzmienia tego instrumentu. Puzon z kolei czarował ostrością i mocą brzmienia, a dla odmiany klarnet łagodnością. Wszystkim towarzyszyła ulokowana wyraźnie z tyłu, a przecież gdy zachodziła taka potrzeba, mocna, szybka, sprężysta perkusja i dźwięczne, lśniące blachy. Te ostatnie, bezbłędnie różnicowane, zachwycały klarownością, nawet gdy były jedynie delikatnym tłem dla mocnych dęciaków. Popisy indywidualnych instrumentów były efektowne za sprawą niezwykle naturalnego brzmienia, ale to swingująca, spójna, bajecznie płynna, mocna, żywa całość robiła największe wrażenie.

Wiele osób nie lubi tego określenia, ale Sforzato DSP-05EX brzmiało po prostu bardzo analogowo i, co warte podkreślenia, pisze to fan czarnej płyty. Nie brzmi jak winyl ani jak taśma; gwoli jasności, ma za to jeszcze nieco inne, swoje brzmienie. Niemniej płynność, naturalność, w tym naturalne ciepło i, gdy trzeba, miękkość brzmienia przywodzą na myśl zdecydowanie bardziej moje ukochane nośniki, niż te cyfrowe. To pochwała zarówno transportu, wyraźnie lepszego niż mój customowy serwer, na poziomie testowanego równolegle Lumina U2X, Xacta S1, czy Grimma MU2 (tak, to kompletny odtwarzacz, a nie tylko transport, ale transport jest jego częścią), jak i przetwornika cyfrowo-analogowego (tu porównaniu do Grimma jest jak najbardziej na miejscu, tym bardziej, że oba bardzo mi się podobały i oba chciałbym mieć), ale swoją rolę odgrywa zapewne sposób połączenia obu komponentów, czyli Zero Link.

Można marudzić na ograniczenia w liczbie i rodzaju złączy dostępnych w DAC-u będącym częścią DSP-05EX, ale efekt brzmieniowy daje doskonałą odpowiedź na pytanie o wybory inżynierów Sforzato. Jasne jest, że zależało im nie na użytkowej uniwersalności, ale na uzyskaniu jak najlepszego brzmienia. Gdyby to się nie udało, można by narzekać na ograniczenia funkcjonalne, ale przecież audiofile mają przede wszystkim dążyć do nieosiągalnej perfekcji brzmienia. Sforzato ze swoim topowym zestawem zbliżyło się do niego bardziej niż wiele innych marek ze swoimi DAC-ami wyposażonymi w wiele wejść, więc pozostaje tylko pogratulować inżynierom japońskiej firmy dokonanych wyborów. Pozostało pytanie, czy tak dobry dźwięk może być jeszcze lepszy?

Sforzato DSP-05EX plus PMC-05EX

A co się stanie, gdy do zestawu dodamy jeszcze (nie da się ukryć – piekielnie drogi) zewnętrzny firmowy zegar? Ten ostatni trafił do mnie jako pierwszy i używałem go najpierw ze wspomnianym Luminem U2X. To topowy transport tego producenta, który wyposażony jest w dwa własne, wbudowane zegary: Femto i 10 MHz. Choć już z Femto to świetnie brzmiące urządzenie, to przełączenie się na ten drugi zegar daje dużą poprawę klasy, precyzji i przestrzenności brzmienia. Zastąpienie tego zegara zewnętrznym Sforzato  podniosło poprzeczkę jeszcze wyżej, choć ta różnica nie była już aż tak znacząca; sugerowało także, że i w przypadku firmowego zestawienia Sforzato PMC-05EX może podnieść tak wysoko już zawieszoną przez DSP-05EX poprzeczkę klasy brzmienia jeszcze wyżej.Jak już wspomniałem, w zestawie z DSP-05EX dostarczany jest zewnętrzny zegar 10 MHz i, jak starałem się to opisać powyżej, już nim brzmienie jest znakomite. To prawdziwie high-endowy dzielony odtwarzacz plików, który należy do niewielkiego grona najlepszych, jakie miałem okazję u siebie przesłuchać. Podwojenie wartości zestawu poprzez dodanie PMC-05EX może się więc wydawać posunięciem ekstrawaganckim, ale przecież, jak już pisałem, cała zabawa w audio to nieustanne dążenie do (nieosiągalnej) doskonałości brzmienia. Króliczka nie da się złapać, ale można się do niego zbliżać coraz bardziej. Do tego właśnie służy topowy zegar Sforzato.

Tak jak w przypadku Lumina, tak i z DSP-05EX zmiana z zegara dostarczanego w zestawie na PMC-05EX nie dała dramatycznych efektów; nie nastąpiła natychmiastowo rozpoznawalna ogromna poprawa brzmienia. Podobnie jak w przypadku samego dzielonego odtwarzacza, o czym pisałem na początku, na początku odsłuchu po dodaniu topowego zegara nie pojawił się wcale efekt „Łał!”. Ponieważ zmiany były relatywnie niewielkie, o wiele lepiej usłyszałem je, gdy najpierw wróciłem do „zwykłego” zegara, a potem podłączyłem kolejny raz PCM-05EX. Różnicę można sprowadzić właściwie do jednego nieefekciarskiego określenia: wyrafinowanie. Wszystko to, co Sforzato DSP-05EX robił doskonale wcześniej, teraz nadal robił równie znakomicie, tylko… lepiej. Lokalizacja źródeł pozornych, ale i ich kształt i wielkość stały się ciut bardziej wyraźne. Faza ataku dźwięku odrobinę twardsza (acz i tak nie tak twarda jak to robi wiele innych topowych DAC-ów), a wybrzmienia pełniejsze, nie dłuższe (bo takowe już były), ale właśnie pełniejsze, bardziej dociążone czy mniej ulotne.Wysokie tony były teraz ciut mniej „złote”, acz nadal nie aż tak srebrne jak u niektórych konkurentów – nadal miały dobre wypełnienie, ale zyskały jeszcze odrobinę więcej otwartości. W całym paśmie z PMC-05EX rozdzielczość nadal była doskonała, ale dostałem jeszcze nieco lepszy wgląd w barwę i fakturę dźwięków, przez co instrumenty i wokale zabrzmiały jeszcze prawdziwiej. Wszystko to zmiany niewielkie, dla niektórych może nawet pomijalne, ale jeśli szuka się możliwości uzyskania absolutnie topowego dźwięku, to flagowy zegar Sforzato dołoży do tego celu niewielką, ale istotną cegiełkę. Podkreślę jednakże raz jeszcze, że i bez niego DSP-05EX oferuje fantastyczny dźwięk z bardzo wysokiej półki, który w wielu, nawet drogich, systemach będzie absolutnie wystarczający.

Podsumowanie

Bardzo lubię takie recenzje, do których dochodzi niemal przypadkiem, a dostarczają mi wyjątkowych muzycznych przeżyć. Zestaw Sforzato DSP-05EX plus PCM-05EX to źródło cyfrowe oferujące topową jakość dźwięku. Nawet jednakże na szczytach dobrego brzmienia, owo brzmienie wcale nie jest za każdym razem takie samo. Dlaczego? Bo urządzenia audio służą do, w teorii, odtwarzania zarejestrowanego (i opracowanego w studiu) dźwięku, ale w praktyce do interpretacji tegoż materiału. Z tych samych elementów, z pomocą wszystkich tych samych informacji odczytanych z tego czy innego nośnika, topowy zestaw audio może utkać swoją opowieść i wcale nie będzie ona identyczna jak ta opowiedziana przez topowego konkurenta. Tak jak muzycy interpretują na swój sposób muzykę zapisaną w nutach, tak komponenty audio robią to samo z informacjami z nośnika. Sztuką jest odczytać maksimum informacji i wykorzystać je do stworzenia spójnego obrazu muzycznego. Zestaw Sforzato, jak wiele innych pochodzących z japońskich manufaktur, przede wszystkim tworzył bajecznie naturalne obrazy muzyczne.

Wśród kluczowych cech topowego systemu Sforzato jest spójność, jest płynność, jest nasycenie i wybitna muzykalność, wszystkie wynikające m.in. ze znakomitej rozdzielczości. Prezentacja jest przy tym doskonale poukładana, dynamiczna i energetyczna, a aspekty przestrzenne, także akustyka sal koncertowych, pokazane przekonująco, co musi się spodobać osobom, które kochają żywą muzykę. Słuchanie ulubionych nagrań z topowym zestawem tej marki wciąga, hipnotyzuje, relaksuje albo pobudza, zawsze (tzn. jeśli nagrania to umożliwiają) angażuje słuchacza emocjonalnie i sprawia, że gdy tylko skończy się jedna płyta, koniecznie trzeba posłuchać kolejnej. I tak całymi godzinami. Zmieniają się jedynie gatunki muzyczne, bo Sforzato radzi sobie z każdym: wyrafinowanym jazzem i klasyką, ale i zwykle nieco słabiej (byle nie bardzo źle) nagranym rockiem, heavy metalem czy bluesem.

To jedno z tych ledwie kilku cyfrowych źródeł, z którymi ja, fan płyty winylowej, mógłbym spędzić resztę życia, nie tęskniąc co 5 minut za ukochanym nośnikiem i moim gramofonem J. Sikory. To największy komplement, jaki źródło cyfrowe może ode mnie otrzymać. Jeśli szukacie Państwo topowego, bajecznie muzykalnego i naturalnie brzmiącego odtwarzacza plików, moim zdaniem, zestaw Sforzato DSP-05EX plus PMC-05EX muszą znaleźć się na Waszej, zapewne krótkiej, liście topowych urządzeń tego typu do odsłuchu.

Ceny (w czasie recenzji): 

  • DSP-05EX: 64.900 PLN
  • PMC-05EX: 64.900 PLN

ProducentSFORZATO CORP

Dystrybutor: NAUTILUS DYSTRYBUCJA

Platforma testowa:

  • Źródło cyfrowe: pasywny, dedykowany serwer z WIN10, Roon Core, Fidelizer Pro 7.10, karty JCAT XE EVO USB + JCAT MASTER OCXO CLOCK UPGRADE + JCAT OPTIMO NANO, JCAT NET XE z zasilaczem FERRUM HYPSOS Signature, JCAT USB Isolator, zasilacz liniowy KECES P8 (mono), switch: Silent Angel Bonn N8 + zasilacz liniowy Forester.
  • Przetwornik cyfrowo-analogowy: LampizatOr Poseidon + Ideon Audio 3R Master Time
  • Źródło analogowe: gramofon J.Sikora Standard w wersji MAX, ramiona J.Sikora KV12 i J.Sikora KV12 Max, wkładki: AirTight PC-3, Le Son LS 10MKII, AudioTechnica PTG33 Prestige, przedwzmacniacze gramofonowe: ESE Labs Nibiru V 5 i Grandinote Celio mk IV
  • Wzmacniacz: GrandiNote Shinai, Circle Labs M200, Art Audio Symphony II (modyfikowany)
  • Przedwzmacniacz: Circle Labs P300
  • Kolumny: GrandiNote MACH4, Ubiq Audio Model One Duelund Edition
  • Interkonekty: Bastanis Imperial RCA x2, Soyaton Benchmark RCA, Hijiri Million Kiwami RCA, Hijiri HCI-20 RCA, KBL Sound Himalaya II XLR, NxLT ETHER XLR, David Laboga Expression Emerald USB, David Laboga Digital Sound Wave Sapphire Ethernet
  • Kable głośnikowe: Soyaton Benchmark mk2, WK AUDIO TheRAY Exclusive
  • Kable zasilające: DL Custom Audio 3DR-S-AC, LessLoss DFPC Signature, Gigawatt LC-3
  • Zasilanie: Gigawatt PF-2 MK2 i Gigawatt PC-3 SE Evo+; dedykowana linia od skrzynki kablem Gigawatt LC-Y; gniazdka ścienne Gigawatt G-044 Schuko i Furutech FT-SWS-D (R)
  • Stoliki: Base VI, Rogoz Audio 3RP3/BBS, Alpine-line
  • Akcesoria antywibracyjne: platformy ROGOZ-AUDIO SMO40 i CPPB16; nóżki antywibracyjne: Omex Symphony 3S i 2S, ROGOZ AUDIO BW40MKII i Franc Accessories Ceramic Disc Slim Foot, Graphite Audio IC-35 Premium i CIS-35